Rocketman (RECENZJA)

admin Lipiec 5, 2019 Wyświetlenia 467

Czy „Rocketman” będący filmową biografią Eltona Johna, może powtórzyć sukces „Bohemian Rhapsody”?

„Rocketman” wyreżyserowany został przez aktora Dextera Fletchera, który debiutował za kamerą w „Eddie the eagle”.  I później zastąpił Bryana Singera na planie „Bohemian Rhapsody”, gdy ten został odsunięty dyscyplinarnie od projektu. Tym bardziej ciekawiło mnie, w jaki sposób podejdzie do „Rocketman” i zróżnicuje te dwa filmy, ponieważ życiorysy obu muzyków, łączy bardzo wiele podobieństw.

Elton John podobnie jak Freddie Mercury, rozpoczynał karierę w Wielkiej Brytanii. Jeden i drugi musiał zmierzyć się z błyskawicznym sukcesem. A także swoją seksualnością, toksycznymi relacjami, uzależnieniami i oboje zresztą mieli słabość do kolorowych strojów.

Rocketman - ehq.pl

Można uznać, że biografie muzyków to niemalże osobny gatunek filmowy.

Wielu z nich mierzyło się z podobnymi dylematami, popełniając podobne błędy. Dlatego o ucieczce od schematyczności, decyduje bardzo często talent twórców do nadania unikalnego stylu opowiadanej historii. Ale przede wszystkim wydobycie niuansów psychologicznych danego artysty i położenie akcentu na konkretnym aspekcie jego osobowości. Mimo wielu podobieństw, szybko uświadamiamy sobie że są one jedynie pozorne, ponieważ „Rocketman” obdarzony jest własną unikalną tożsamością.

Rzeczą która rzuca się w oczy praktycznie od pierwszych scen jest to, że film balansuje pomiędzy tradycyjną narracją, a introspekcyjnym przedstawieniem uczuć bohaterów. Dzieje się to za pośrednictwem scen musicalowych, wykorzystujących piosenki Eltona Johna. Takie fragmenty często są bardzo efektowne, uwypuklając emocje poprzez wykorzystanie elementów fantastycznych, mniej lub bardziej nawiązujących do teledysków muzyka. W kilku momentach takie zabiegi zostały wykorzystane jako ciekawy, organiczny sposób na dokonanie przeskoków czasowych. I nie ukrywam jeśli pasują do reszty filmu, to jestem fanem tego rodzaju zabiegów, zaplanowanych już na etapie pisania scenariusza. I tutaj sprawdzało się to wyjątkowo dobrze od samego początku, nadając filmowi świeżości.

Jedna rzecz, która praktycznie zawsze broni się w biografiach piosenkarzy, to oczywiście muzyka.

I nawet jeśli nie jest się wielkim fanem twórczości Eltona Johna, to trudno nie być tutaj zachwyconym bardzo fajnymi aranżacjami. Tym bardziej że wszystkie utwory wykonują odtwórcy poszczególnych ról. Można też było wyczuć, że do poszczególnych emocji próbowano dobrać odpowiednie utwory. I o ile w niektórych przypadkach tekst leży idealnie, to w innych już niekoniecznie.

Kolejnym elementem który decyduje o sukcesie biografii, to stworzenie wiarygodnego i intrygującego portretu psychologicznego artysty. A także zbudowanie ciekawej narracji wokół wydarzeń z jego faktografii, w tym jego konfliktów wewnętrznych.

I szczęśliwie Elton John w wykonaniu Tarona Egertona jest postacią z którą bardzo łatwo nawiązać więź. Tutaj praktycznie od początku do końca jego historia angażuje emocjonalnie. Szczególnie że film porusza motywy, które już wielokrotnie widzieliśmy w innych filmach. Duża w tym zasługa samego aktora, który po raz kolejny udowadnia, że jest nie tylko charyzmatyczny i sympatyczny, ale przede wszystkim utalentowany. Jest to szczególnie widoczne w świetnie napisanych scenach, zbudowanych wokół bardzo długich wypowiedzi. I w trakcie kilkudziesięciu sekund, aktor potrafi płynnie przejść od jednych skrajnych emocji do drugich. To pokazuje niuansowość kreacji a także doskonałe zrozumienie uczuć bohatera.

Rocketman - ehq.pl

Wielokrotnie cieszyło mnie to, że twórcy doskonale zdają sobie sprawę z efektywności takich momentów i opierali się pokusie przecinania takich monologów przebitkami, a wręcz wydłużali je do maksimum. A na dodatek uwypuklali je, pokazując bohatera w wielu kontrastujących sytuacjach. Przykładowo zmuszając go do odgrywania szczęśliwej osoby, w momentach w których bardzo cierpi.

Byłem też miło zaskoczony, że bohaterowie robią coś na przekór naszym oczekiwaniom. Często sądzimy, że wiemy w jaki sposób dokładnie potoczy się dana scena, ponieważ widzieliśmy ją już w kilkunastu innych filmach. Gdy nagle postaci mówią lub robią coś wbrew naszym przyzwyczajeniom. Dzięki temu ogląda się ten film ze stale rosnącym zainteresowaniem.

Nie tylko Taron Egerton, ale praktycznie cała obsada jest tutaj bardzo dobra. No dosłownie cała, łącznie z epizodystami którzy pojawiają się na jedną lub dwie sceny. Szczególne wrażenie robi Jamie Bell znany z „Billego Eliota” oraz Richard Madden.

Jeśli jest jeden drobiazg o który można się przyczepić, to to…

…że w pewnym momencie, na dość wczesnym etapie filmu, historia przez kilkanaście minut oddala się nieco od emocji Eltona Johna. Skupia się ona na przecięciu fabuły, przez kilka istotnych wydarzeń z perspektywy jego faktografii. W tym krótkim fragmencie, rzeczy po prostu działy się na ekranie, nie wydawały się zbytnio powiązane z emocjami głównego bohatera, ani z jego konfliktem psychologicznym.
Na szczęście elementy wprowadzone na tym etapie, odgrywają bardzo duże znaczenie w późniejszej części filmu i tam faktycznie służą pogłębieniu konfliktu wewnętrznego Eltona.

Podusmowując.

Praktycznie cały film jest opowiedziany, poprowadzony i zrealizowany bardzo dobrze. „Rocketmam” to zaskakująco intymna, wiarygodna psychologicznie, angażująca emocjonalnie i wzruszająca historia. Jednak nie będę zdradzał więcej szczegołów, ten film po prostu trzeba samemu zobaczyć!

Zobacz cały film

Categories

Skomentuj

Twoje imię *
Wpisz imię które będzie widoczne w komentarzu
Email *
Twój adres e-mail nie będzie widoczny
Twoja strona www (opcjonalnie)