Climax (RECENZJA)

admin Listopad 20, 2018 Wyświetlenia 278

Jeśli ktoś myśli że w świecie filmu widział już wszystko, niech obejrzy Climax. Jest to niezwykły popis taneczny oraz psychodeliczny bad-trip w jednym. Silne wrażenia gwarantowane!

Scena z filmu "Climax" - ehq.pl

Gaspar Noé niewątpliwie zajmuje wysokie miejsce w poczcie reżyserów-prowokatorów sceny undergroundowej, lubującym się w szokowaniu i wywoływaniu silnych kontrowersji. Dziełem tym udowadnia to po raz kolejny. Od samego początku filmu, reżyser na swój specyficzny sposób rozpoczyna grę z widzem. Na „dzień dobry” dostajemy scenę z ciężko ranną kobietą, która ostatkiem sił pełza poprzez śnieżną pustynię oraz informację, że oparte jest to na autentycznym zdarzeniu z 1996 roku. Po czym pojawia nam się ekran końcowy z napisami. To jest właśnie świat Gaspara Noé, w którym nie obowiązują żadne zasady.

Przygotujcie się na ostrą imprezę, jakiej nie zapomnicie nigdy!

Witają nas lata 90′, czas kiedy w klubach muzycznych grano m.in. „Daft Punk”, „Soft Cell” czy „Aphex Twin”. Jednak zanim zacznie się taniec życia i śmierci, zapoznajemy się z jego uczestnikami oglądając ich interview na ekranie telewizora kineskopowego, zrealizowany w stylu reality show z kanału MTV. Reżyser nie kryje przed nami swoich inspiracji, dostajemy ujęcie na którym widać stos kaset VHS z takimi tytułami jak „Harakiri”, „Salo”, „Suspiria” czy „Opętanie”. Pytanie tylko, jaka to będzie wariacja udręk i cierpienia którą zaserwuje on swoim bohaterom inspirując się wyżej wymienionymi tytułami.

W końcu trafiamy na właściwą imprezę.

Scena z filmu "Climax" - ehq.pl

Zaskakuje nas ona perfekcją wykonywanej choreografii (odgrywają ją zawodowi tancerze z Sophią Boutellą na czele). Elektryzująca muzyka “Supernature” Marca Cerrone, zabiera nas na deski parkietu, gdzie szybko zatapiamy się w klimatycznym obrazie i dźwiękach, podziwiając ruchy artystów tańczących „dance battle”.

Scena z filmu "Climax" - ehq.pl

Dwudziestu tancerzy urządza sobie imprezę z okazji zakończenia warsztatów tanecznych, w budynku opuszczonej szkoły z internatem. W trakcie pijackich dialogów dowiadujemy się co nieco o jej członkach, między innymi o tym kto z kim ma zamiar się przespać, albo kto już to zrobił.  Uczestnicy pijąc sangrię ze wspólnego naczynia, zaczynają się czuć coraz bardziej dziwnie. Wkrótce pojawiają się wzajemne oskarżenia o dosypanie czegoś do napoju, rzeczywiście wino „doprawione” zostało dużą dawką LSD.

Scena z filmu "Climax" - ehq.pl
W miarę upływu czasu, niepokojąca atmosfera narasta, w dialogach pojawia się coraz więcej paranoi, a taniec i muzyka są coraz bardziej transowe. Wszystko jest przedstawione w taki sposób, że czujemy jakbyśmy to my sami byli uczestnikami tej balangi, jednocześnie stając się niejako zakładnikiem Gaspara. Gdy narkotyk zaczyna działać coraz mocniej, impreza zamienia się w prawdziwy koszmar, z którego nie można się wydostać ani uciec – prawdziwy bad trip gwarantowany, od samego oglądania.

Scena z filmu "Climax" - ehq.pl
Szczęśliwie reżyser oszczędził nam radykalnego naturalizmu, jaki mogliśmy zobaczyć w jego poprzednich dziełach. Obywa się bez rozlanej krwi, roztrzaskanych czaszek i tym podobnych widoków. Wystarczająco efektownie ukazane są zachowania mocno odurzonych bohaterów, nacechowane agresją, oraz donośnym krzykiem wywołanym paniką. Szczególnie dobrze ukazane jest w to w pełnych dynamiki ujęciach, kiedy biegną przez długie, ciasne korytarze.

Scena z filmu "Climax" - ehq.pl

Na całą atmosferę składa się też bardzo niestandardowe prowadzenie kamery, ciężka basowa muzyka, oraz promienie stroboskopów na tle neonów. Wszystkie sceny ukazane są z perspektywy obserwatora, Noé poprzestaje na przedstawianiu postaci z zewnątrz, bez ukazywania świata z perspektywy halucynacji jakiej doznają uczestnicy tego spędu. Wystarczająco ostro są one zarysowane, kiedy patrzymy na wykrzywione pozy, konwulsje oraz kiedy wydają z siebie nieludzkie jęki. Trzeba przyznać że doznania z oglądania tych scen są bardzo intensywne, silnie oddziałujące na system nerwowy.

Podsumowując.

Jeśli ktoś uważa że w kinie widział już wszystko, to koniecznie musi obejrzeć „Climax”. Ten film to coś naprawdę świeżego i niesztampowego, czego nikt do tej pory jeszcze nie nakręcił. Wystarczy usiąść (najlepiej od razu zapiać pasy) i po prostu oddać się ciężkiej psychodelii, najlepiej bez możliwości ucieczki. Po takim filmie niejednemu może odechcieć się mocnego imprezowania, a jeszcze inni prawdopodobnie będą wymagać konsultacji lekarza psychiatry 😉

Na koniec jako ciekawostkę dodam, że reżyser który na pierwszym miejscu stawia przekraczanie filmowych granic, rozczarowany był ciepłym przyjęciem filmu w Cannes i zażartował że tym razem chyba zrobił coś nie tak.

Zobacz cały film

Categories

Skomentuj

Twoje imię *
Wpisz imię które będzie widoczne w komentarzu
Email *
Twój adres e-mail nie będzie widoczny
Twoja strona www (opcjonalnie)