Bohemian Rhapsody (RECENZJA)

admin Grudzień 1, 2018 Wyświetlenia 646

Legendarny zespół „Queen” w końcu doczekał się ekranizacji. „Bohemian Rhapsody” w imponujący sposób przedstawia historię zespołu i to wcale nie przez różowe okulary. A wszystko doprawione jest dużą ilością świetnej muzyki i widowiskowych scen.

"Bohemian Rhapsody" - ehq.pl

Początek filmu to trudne początki kapeli. Farrokh Bulsar, ciągle krytykowany przez swojego ojca za notoryczne spędzanie czasu na koncertach, marzy o założeniu własnego zespołu. W tym celu rozmawia z muzykami grupy „Smile” – Brianem Mayem i Rogerem Taylorem. Międzyczasie dołącza do nich jeszcze basista John Deacon. Farrokh zamienia się w Freddiego Mercury i zachęcany przez swoją dziewczynę Mary Austin, pragnie z nowym składem podbić muzyczny świat.

Prace nad debiutancką płytą pokazane są w dość zabawny sposób, szczególnie kiedy muzycy sprzeczają się o utwór „I’m in Love with My Car” perkusisty Rogera Taylora. Są wtedy dość komiczni, ale i sympatyczni zarazem.

W palecie utworów jakie zaprezentowano w filmie, są nie tylko największe hity zespołu „Queen”. Również znajdziemy tam utwór wyżej wspomnianej kapeli „Smile” oraz pierwsze dzieła z lat 70, których szersza publiczność raczej nie zna. Jednym z takich „rodzynków” jest utwór „Spread Your Wings”, który znacząco odbiega od znanych przebojów, granych na stadionowych koncertach. To wielki plus że reżyser zaprezentował cały wachlarz mniej i bardziej popularnych utworów, tych rockowych i tych bardziej w stylu disco. Dzięki temu możemy odkryć, jak obszerna jest rozpiętość repertuaru „Queen”.

Gra aktorska trzyma wysoki poziom.

Rami Malek mimo wadliwego zgryzu, całkiem nieźle oddaje sposób mówienia Freddiego, jak i jego charakter. Gwilym Lee to dosłownie kopia Briana Maya, wygląd i zachowanie jak 1:1. Ben Hardy wcielający się w rolę Rogera Taylora, często zaczepia dziewczyny oraz kłuci się z resztą zespołu. Natomiast rolę cichego i małomównego basisty Johna Deacona, świetnie zagrał Joseph Mazzello. Ponadto zadbano o wiele detali, by jak najdokładniej oddać rozmaite cechy, charakteryzujące członków zespołu.

"Bohemian Rhapsody" - ehq.pl

Można mieć pretensje o pominięcie pewnych, niezbyt kolorowych faktów z historii zespołu.

Na przykład fiasko związane z płytą „Hot Space”, film bardziej pokazuje szumne powstanie „Bohemian Rhapsody” czy „We Will Rock You”, natomiast pierwszą muzyczną klapę przemilcza. Nie pokazano też biedy jaką przechodzili muzycy na początku lat siedemdziesiątych. Mimo że grali spore ilości koncertów, to przez swojego managera byli praktycznie bez grosza przy duszy.

Jednak są też inne ciemne strony, których już film nie pomija.

Reżyser podjął się trudnego tematu, jakim był homoseksualizm Freddiego. Zręcznie przedstawiono uczucie samotności wokalisty, oraz to jak pobłądził, gdy pochłonął go świat klubów gejowskich. Ceną jaką musiał potem zapłacić, była śmiertelna choroba AIDS którą został zarażony. Pozostali muzycy raczej stronili od tego typu rozrywek, posiadali rodziny i starali się wieść bardziej normalne życie. Niemniej sam zespół „Queen” oficjalnie przyznał się do urządzania mocnych imprez, doprawianych narkotykami.

Po tym przygnębiającym punkcie, Freddie podnosi się i wraca na scenę.

I to jest najważniejsza scena filmu – legendarny koncert na Live Aid w 1985 roku. Była to dobroczynna impreza, urządzona przez Boba Geldofa i Midge’a Ure’a. Choć pojawili się na niej muzycy wybitni, to zespół „Queen” zagrał tam najlepszy koncert, który przeszedł do historii. Publiczność na stadionie Wembley dosłownie się gotowała od emocji i wrażeń, co film znakomicie pokazuje. Ja sam widząc wejście Freddiego na scenę, mocno się wzruszyłem, jednocześnie czując żal, że koniec tak wspaniałego zespołu jest coraz bliższy. Gdyby nie śmierć tego, co by nie mówić wokalisty wszech czasów, to najpewniej doczekalibyśmy się kolejnych nagrań. Jednak kto wie, czy to nie choroba i bolesne życie wewnętrzne Freddiego, spowodowały powstanie tak wspaniałych i pod każdym względem wyjątkowych płyt.

Scena z filmu "Bohemian Rhapsody" - ehq.pl

Scena z filmu "Bohemian Rhapsody" - ehq.pl

Scena z filmu "Bohemian Rhapsody" - ehq.pl

Podsumowując.

Jako że jest to film o jednej z najbardziej znanych legend rocka, której utwory grane są praktycznie w każdej rozgłośni radiowej, to obejrzeć na pewno warto. Tym bardziej że od strony technicznej film nie zawodzi, czego można się było obawiać. Nakręcenie filmu o tak popularnym i majestatycznym zespole, to jednak cel ambitny i niemałe wyzwanie. Tutaj wyszło dobrze. Przez półtorej godziny przeżywamy wielką przygodę i wiele wzruszających momentów, które niejednokrotnie ścisną nas za gardło. A do tego poznamy życie zespołu od kuchni.
Natomiast morał filmu można streścić krótko – warto mieć wielkie marzenia i zuchwale podążać ustalonym kursem. To właśnie zrobili członkowie zespołu, dzięki temu ich dzieło już na zawsze zapisało się wielkimi zgłoskami na kartach historii.

Zobacz cały film

Categories

Skomentuj

Twoje imię *
Wpisz imię które będzie widoczne w komentarzu
Email *
Twój adres e-mail nie będzie widoczny
Twoja strona www (opcjonalnie)